Święto Podwyższenia Krzyża Świętego 14.09.2026 r.

„Krzyżu, ty nie jesteś po prostu drewnem,
jesteś miłością, która nie potrafi przestać kochać.
Kiedy jest ciężko, przypominasz mi,
że Bóg nie patrzy na nas z daleka,
ale cierpi razem z nami.”

Ks. Jan Twardowski

Człowiek pyta najczęściej: po co męczyć się teraz, skoro przyszłość jest taka niepewna? Kto udowodni, że po śmierci na sto procent będzie jakieś życie? Mówi nam o tym wiara, jednak wejście w cierpienie już teraz powoduje nowe doświadczenie życia. Jezus w śmierci doświadczył zmartwychwstania, a my przyjmując cierpienie, szczególnie niezawinione, możemy doświadczyć nowej jakości życia, którego dawcą jest Bóg. Jest takie porównanie krzyża do baterii. Gdybyśmy krzyż w połowie przecięli, to powstają dwie części: plus i minus. W krzyżu jest potencjał: z jednej strony nas odpycha, jednocześnie przyciągając obietnicą życia. Doświadczenie tego jest możliwe tylko wtedy, gdy zgodzimy się na krzyż. Cierpienie jest w pewnym sensie nauczycielem, od którego można się wiele nauczyć. Ono mówi nam, że coś trzeba zmienić, czegoś zaprzestać lub coś rozpocząć, porzucić dawny sposób myślenia i zacząć od nowa, inaczej. Gdy odrzucimy naukę cierpienia, w zamian pozostaje nam tylko jedna z dróg ucieczki, czyli któryś z nałogów. To tak, jakbyśmy mówili: nie chcę słuchać, nie chcę się niczego nauczyć, nie chcę się zmienić.
Niemal wszystkie podziały i przypinane ludziom etykietki nie mają sensu. Tylko jeden podział jest zasadny: na ludzi rozwijających się i trwających w zastoju. Jest to więc podział na otwartych i zamkniętych. Pierwsi korzystają z pedagogii cierpienia i wykazują chęć wewnętrznych zmian. Odnajdują właściwe reakcje i formy dostosowania. Ci drudzy, raczej z nieznanych powodów, po prostu nie przyjmują tych lekcji cierpienia.

Nie jest jednak w porządku udawanie, że twój ból i cierpienie nie istnieją, ponieważ mają one swój sens. Szczęście to nie jest po prostu kwestia pozytywnego myślenia, że powinniśmy codziennie rano wesoło wyskakiwać z łóżka, gotowi zmierzyć się z kolejnym dniem, nawet jeśli właśnie straciliśmy pracę, zawiedliśmy naszą rodzinę, czy nagle dowiedzieliśmy się, że cierpimy na nieuleczalną chorobę. Nie chodzi o to, że mamy pławić się w cierpieniu, czy też uczynić z niego swoją profesję. Powinniśmy jednak dzięki niemu stawać się silniejsi i bardziej święci. Chrystus nie lekceważył swojego cierpienia, nie udawał, że wszystko jest w porządku, kiedy świat drwił z Niego. Nie kwestionował też decyzji Ojca, który dopuścił, aby Syn został tak poniżony. Jezus był realistą, świętym realistą, który wiedział, że Bóg dopuścił Jego cierpienie dla wyższego celu. Jezus nie zaprzeczał, że cierpi, ponieważ wiedział, że to cierpienie jest zgodne z wolą Boga.

W ukrzyżowanym Synu Bożym otrzymaliśmy dowód miłości Boga do nas. Znak krzyża przypomina o bliskości Boga, o Jego solidarności z człowiekiem. Dzięki Jezusowi mamy więcej siły do dźwigania naszych krzyży. Dlatego też wierzymy, że wszystkie cierpienia są tymczasowe i przemijające. Cierpienie jest ograniczone czasem. Wieczne jest życie i szczęście. Nie głosimy więc tylko śmierci Chrystusa. Wyznajemy również Jego zmartwychwstanie.
Zakończmy słowami św. Jana Pawła II: „Idźcie dalej, abyście w każdym miejscu byli świadkami chwalebnego krzyża Chrystusa. Nie lękajcie się! Niech radość Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana będzie waszą siłą, a Przenajświętsza Maryja Panna niech wam zawsze towarzyszy”.

 

Święto Podwyższenia Krzyża – geneza i znaczenie